Ulubieńcy i odkrycia stycznia :)

Witajcie Słoneczka :) Zgodnie z obietnicą ruszam z cyklem postów o ulubieńcach miesiąca :) Styczeń okazał się miesiącem, w którym odkryłam kilka perełek, którymi bardzo chciałabym się z Wami podzielić :)


Zanim jednak przejdę do ulubieńców, to zrobię krótkie, blogowe podsumowanie stycznia :) Pewnie większość zauważyła spore zmiany na blogu :) Zmieniłam szablon, zmieniłam gadżet 'O mnie', dodałam gadżet Instagrama, zmieniłam nagłówek, dodałam rozwijane menu. Wszystko zmieniło się na prawdę ogromie, mam nadzieję, że na lepsze :) Sporo pracy i czasu mnie to kosztowało, ale wreszcie jestem zadowolona z wyglądu mojego bloga :) To tyle w kwestii podsumowania. A teraz ulubieńcy:

#1 - Beaver - Hydro, Nutritive Rich Moisturizer - odżywczy krem nawilżający 


To mój absolutny numer jeden w tym zestawieniu :) Borykałam się z ogromnym problemem puszenia się włosów. Od nasady tak mniej więcej do połowy głowy było ok, a dalej był totalny puch. Koleżanki z pracy doradziły mi ten właśnie krem. Nie byłam przekonana co do samej formy - kremu, mleczka, ale dziewczyny zachwalały, więc zdecydowałam się na zakup. I okazało się to strzałem w dziesiątkę :) Powiem Wam, że to najlepsze, co mogłam znaleźć na te moje puszące się kłaki :) Więcej o nim poczytacie tutaj - klik.
A tak wyglądam przed i po użyciu tego mleczka:



#2 - Farmona - Tuti Frutti - Masło do ciała wiśnia&porzeczka


Kolejnym odkryciem tego miesiąca jest masełko do ciała od Farmony. Zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Cudownie się rozsmarowuje po ciele, szybko się wchłania i nie zostawia tłustego filmu na skórze. Jest cudowny, obłędnie pachnie i pozostawia ten zapach na dość długi czas na skórze. Uwielbiam go <3
Więcej o nim przeczytacie tutaj - klik. 

#3 - Pilaten  - Czarna maska



Skusiłam się po tym, jak w drogerii w której pracuje dziewczyny kupowały ją niemal hurtowo. I ani trochę się nie zawiodłam. Maseczka doczeka się również odrębnej recenzji, ale mogę Wam dziś powiedzieć o niej tylko tyle, że dość fajnie oczyszcza i wcale nie boli przy zrywaniu, tak jak rzeczą o tym internety :) Nie słuchajcie tego, to bujda. Nie boli to praktycznie wcale, więc nie ma co się obawiać :) Skóra po jej użyciu jest mięciutka i na prawdę delikatna :) Spodziewajcie się niebawem pełnej recenzji :)

#4 - Green Pharmacy - Płyn micelarny 3w1 "Rumianek"


Niby taki sobie zwykły, ale bardzo go polubiłam. Dobrze oczyszcza skórę, zmywa makijaż, jest bezzapachowy, nie podrażnia. Dziewczyny piszą, że zostawia lepką warstwę, ale u mnie tego nie widać. Jak dla mnie jest jednym z fajniejszych micelarnych płynów jakie do tej pory miałam :) Duży, tani, wydajny i na prawdę dobrze działający. A w dodatku z naturalnym składem :) Czego chcieć więcej? :)

A, że ja ostatnio bardzo oszczędna jestem i kupuje tylko to, co potrzebuje, więc z ulubieńców będzie na tyle :) Kolejnych spodziewajcie się za miesiąc :)

A jakie były Wasze ulubione produkty w styczniu?
Piszcie koniecznie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Makijaż na każdą kieszeń , Blogger