Eveline Big Volume Lashes - recenzja

Hej kochani. Dziś mam dla Was ostatnią z recenzji kosmetyków Eveline. Napisałam dziś o pogrubiającym tuszu do rzęs. Nie przez przypadek zostawiłam go na koniec. Jeśli chcecie się dowiedzieć dlaczego, to zapraszam do czytania dalej :)

Zacznę od opakowania. Wygląda solidnie, zrobione jest z dość grubego plastiku, dokręca się idealnie, wszystko ładnie działa, ilość tuszu nabiera się idealnie, praktycznie nigdy zbyt wiele. Do opakowania mogę przyczepić się tylko tyle, że po prawie trzech miesiącach użytkowania niemal całkiem starły się napisy. Za to minus, bo nie lubię jak ścierają mi się z opakowania napisy.

Szczoteczka jest silikonowa. Nigdy nie byłam do takich przekonana, ale teraz z czasem powoli zaczynam nabierać na takie coraz większych chęci. W niej, gęsto osadzone ząbki idealnie rozczesują rzęsy, nie pozostawiając na nich grudek i nie sklejając.


Tak prezentuje się skład produktu:


Co obiecuje producent?
Mascara intensyfikuje efekt makijażu wraz z każdym pociągnięciem szczoteczki BIGBRASH. Jednocześnie zapewnia idealne rozdzielenie rzęs i prawdziwie hipnotyzujące spojrzenie.
Kremowa konsystencja wzbogacona Proteiną B5, oraz naturalnymi woskami Carnauba pogrubia rzęsy od nasady aż po same końce, pozwalając na indywidualne kreowanie objętości.
Nie pozostawia grudek
Efekty:
- Spektakularnie zwiększona objętość rzęs
- perfekcyjne rozdzielenie
- idealne podkręcenie
- długotrwały efekt sztucznych rzęs

 Jak sprawdził się u mnie? 

Co by tu się nie rozpisywać, chociaż na pewno i tak się rozpiszę, zostawiłam recenzję tego tuszu na koniec bo... okazał się dla mnie perełką. Absolutnym ulubieńcem bijącym na głowę wszystkie używane dotychczas tusze. Serio. Wolę go nawet od Max Factor 2000 Calorie, który był moim dotychczasowym ulubieńcem.  To, co on robi z moimi rzęsami, absolutnie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Po otwarciu przeżyłam miłość. Zaraz potem bardzo się na niego zdenerwowałam, bo był zbyt rzadki i było trzeba się solidnie namachać, żeby na rzęsach dał śliczny efekt. Ale było warto, więc machałam. Po jakichś dwóch tygodniach problem zniknął, bo tusz zgęstniał i moja miłość rozkwitła w pełni. Już po pierwszej warstwie moje rzęsy były wydłużone, pogrubione, a przy tym rozczesane jak nigdy. Kolejna warstwa nie powodowała sklejania, a rzęsy prezentowały się jeszcze ładniej i były jeszcze dłuższe. Po przeczesaniu i nałożeniu trzeciej warstwy, moje rzęski wyglądały na sztuczne. Ja przepadłam :D Rzęsy z tym tuszem, są nadal bardzo elastyczne, nawet 3 warstwy nie ciążą. Tusz się nie kruszy i nie osypuje w ciągu dnia. Mimo, że producent nie zapewnia wodoodporności, to byle jaki deszcz go nie ruszy. 

Efekt na rzęsach oceńcie sami (lewa góra - bez tuszu, prawa góra - 1 warstwa, lewy dół - 2 warstwy, prawy dół - 3 warstwy po wcześniejszym przeczesaniu):



A co do obietnic producenta? Czy zwiększa objętość - o taaak! Czy perfekcyjnie rozdziela? - tak jak żaden nigdy dotąd. Czy idealnie podkręca? - moje rzęsy niemal tak jak to robi zalotka. Czy rzęsy przez długi czas wyglądają jak sztuczne? Moje nie, bo moje są tak liche, że żaden tusz nie uczyni z nim takich niczym sztucznych ;) Mimo to, śmiem twierdzić, że producent spełnia swoje obietnice w stu procentach. Ja jestem oczarowana, zachwycona i zakochana po uszy. To mój absolutny ulubieniec i z całą pewnością kupię go na zapas na promocji w Rossmannie, jeśli tylko go gdzieś znajdę. 

Jego regularna cena to ok. 12 zł, czyli w sumie grosze jak za tak fajny tusz. Z jednej strony korci mnie wypróbować inne tusze tej firmy, w tym ten wodoodporny, a z drugiej wypróbowałabym jeszcze tylko L'oreal Volume Million Lashes So Couture i jak on mnie nie przekona, to już nie próbować żadnego innego, bo znalazłam swój ideał. Ale znając moją miłość do nowości, to raczej pokona ona miłość do tego tuszu i na pewno będę go jeszcze zdradzać. Bo kosmetykoholiczki wiedzą, że to i tak wszystkiego zawsze mało, nawet jak już myślą, że znalazły coś cud miód i orzeszki :)

Ogólnie bardzo polecam tusz wypróbować, bo jak dla mnie jest absolutnie wart każdej wydanej na niego złotówki, a nawet wydałabym na niego więcej. Wypróbujcie koniecznie jak gdzieś się na niego natkniecie. Ja jestem totalnie oczarowana :)

Choć produkt otrzymałam w ramach współpracy z firmą Eveline, to w żadnym stopniu ten fakt nie wpłynął na moją opinię, bo w tuszu się zakochałam i na pewno kupię kolejne opakowania :)


https://www.eveline.eu


A jakie są Wasze tuszowe miłości?
Macie tusz, którego nie wymieniłybyście na żaden inny?
Piszcie koniecznie! :)

16 komentarzy:

  1. Ojj dawno nie miałam tuszu z Eveline :) ostatnio cieszą się dobrymi opiniami, więc chyba muszę to zmienić i wypróbować jakiś :) ten ma bardzo fajną szczoteczkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypróbuj koniecznie :) Jak dla mnie rewelacja :)

      Usuń
  2. Efekt fajny a za taką cenę warto wypróbować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tusz nie głupi jak na niską cenę. Ja jednak jestem oddana Max Factorowi Clump Defy, a aktualnie testuję Maybelline :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie używałam :) Muszę go kiedyś wypróbować przy okazji :)

      Usuń
  4. Dobrze, że jest już promocja -49%. Skuszę się na ten tusz ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie miałam. Ja zakochałam się w tuszu maca - kiedyś był w boxie, zdecydowanie najlepszy!
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
  6. czyli całkiem fajny produkt który może i do mnie kiedyś trafi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie dziwi mnie to wcale że jest to twoja perełka, bo też uwielbiam tusz z Eveline. Tyle że ten w niebieskim opakowaniu a przerobiłam każdy z ich firmy i tylko jednemu wierna pozostaję od ponad roku czasu :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Makijaż na każdą kieszeń , Blogger