Lovely - Oh Oh Blusher - holograficzny róż do policzków - recenzja

Hej kochani. Wybaczcie mi, że ostatnio tak mało mnie tutaj, ale mam spory przewrót w życiu. Wywróciłam je trochę do góry nogami, zerwałam zaręczyny, przeprowadziłam się. Tak, że w chwili obecnej moje życie jest totalnie nieuporządkowane. Jednak postanowiłam przed świętami jeszcze coś dla Was napisać :) Dziś będzie to recenzja różu, o którym pewien czas temu było baardzo głośno, blogosfera wrzała i wszędzie można było o nim poczytać, a nigdzie nie można było go dostać. Wszystko dlatego, że krążyły pogłoski, że jest bardzo łudząco podobny do legendarnego już niemal NARS Orgasm. Dodatkowo miała być to edycja limitowana. Producent jednak zrobił niespodziankę i można go teraz dostać normalnie, w regularnej sprzedaży :) Ale czy warto? Tego dowiecie się czytając dalej :))

Ja swój egzemplarz kupiłam w sumie przypadkiem. Jak zrobił się w koło tego cudaczka taki wielki szum, to zaczął on znikać z półek Rossmanna w tempie zastraszającym. Odwiedzałam drogerię wiele razy, ale każda z tych prób kończyła się rozczarowaniem. Nie można go było też znaleźć nigdzie on line, więc w końcu sobie darowałam i odpuściłam. Jednak jakiś czas później, będąc na małym urlopie u mamy, zwiedzając samotnie stolicę, trafiłam na Rossmanna. Nie byłabym oczywiście sobą gdybym tam nie zajrzała. No i wędrując między szafami trafiłam właśnie na kilka ostatnich sztuk tego cudaczka. Oczywiście wzięłam bez wahania :D I tak zaczęła się moja miłość :D



Opakowanie czarne, plastikowe z przeźroczystym wieczkiem. Zakręcane. Wygląda dość solidnie, choć pokrywka mogła by nie wytrzymać upadku, bo wydaje się być dość krucha i cienka. Samo opakowanie jednak dość wygodne i eleganckie.

Po otwarciu pudełeczka ukazuje nam się kosmetyk w dość nietypowym odcieniu różu, który pięknie mieni się na złoto. Totalnie holograficzny. Na policzkach wygląda obłędnie. Nadaje twarzy bardzo świeżego wyglądu. Jak dla mnie będzie to mój ideał właśnie teraz, na wiosnę :) Ma kremową i dość mokrą konsystencję, przez co dobrze trzyma się pędzla przy nakładaniu. Pigmentację ma na prawdę rewelacyjną. Trzyma się na policzkach w nienaruszonym stanie przez praktycznie cały dzień. Pod wieczór jednak jego kolor nieco słabnie na twarzy, ale to raczej oczywiste, że będzie się ścierał. Nie mniej jednak widać go do samego demakijażu. 



Z początku byłam nastawiona dość sceptycznie, bo na ogół wolałam matowe róże, jednak ten oczarował mnie totalnie i chyba zmieniłam swoje upodobania :) Dodatkowym atutem tego produktu jest niewątpliwie jego cena, która nie przekracza nawet 10 zł :) Nie wiem czy jest dostępny stacjonarnie, ale na pewno możecie go dostać na stronie Rossmanna - TUTAJ. Ja go z całego serducha polecam, bo prezentuje się na prawdę rewelacyjnie. Stał się jednym z moich ulubieńców i na pewno teraz, wiosną będę nosić go bardzo często :))

Zauważyłam też pewne podobieństwo w wykończeniu i odcieniu do Hot Mamy z The Balm. Postanowiłam więc je porównać :)

Oba opalizują na złoto i mają dość podobne odcienie. Oh oh jest jednak nieco bardziej różowy, podczas gdy mamuśka wpada w brzoskwinię. Jest ona trochę cieplejsza od cudaczka z Lovely, jednak ten też nie jest zimnym odcieniem. Złoto zdecydowanie ociepla jego różowe tony. Co mnie mocno zdziwiło Oh Oh jest nawet lepiej napigmentowany niż Hot Mama. Tylko trochę w gorszym stanie wytrzymuje do demakijażu. Ale biorąc pod uwagę to ile jest tańszy, to nie mam pytań :D


To by było więc na tyle. Róż zdecydowanie polecam bo jest na prawdę rewelacyjny, do tego taniutki i starczy na na pewno baaaardzo długo :) Nic tylko kupować :)

Macie? Lubicie? 
Polecacie inne róże? :)
Piszcie koniecznie! :)

32 komentarze:

  1. Faktycznie bardzo do siebie podobne. Cena jednak przemawia na korzyść różu z lovely. Ciekawa jestem jakby wypadło porównanie trwałości tych produktów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak wspomniałam The Balm utrzymuje się jednak dłużej :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Gorąco polecam :) Jest na prawdę mega :D

      Usuń
  3. Wygląda bardzo ciekawie. Na razie mam róż z Freedom Make Up, ale muszę sobie zapamiętać, że tu mamy cudeńko;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapamiętaj :D Bo wygląda na prawdę obłędnie :)

      Usuń
  4. Ja też bardo go lubię!! :-) pewnie o tym już wiesz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem :) Chyba nie da sie go nie lubic :)

      Usuń
  5. Ja też bardo go lubię!! :-) pewnie o tym już wiesz ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow, kolor jest zjawiskowy, żałuję, że się na niego nie ząłapałam...

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajnie wygląda, ale to nie mój odcień

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jest dość uniwersalny, no ale to kwestia gustu :)

      Usuń
  8. Szukałam go ostatnio i nie mogłam nigdzie znaleźć - czyżby wycofali? Bo to chyba limitka była? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miała być limitka, ale jest nadal dostępny on line na stronie Rossa ;)

      Usuń
  9. Bardzo mnie ten róż kusi i cieszę się, że wprowadzili go do stałej sprzedaży :)

    OdpowiedzUsuń
  10. pierwszy raz widzę, ale faktycznie ładnie się prezentuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Az dziwne że wcześniej nie słyszałaś :) Blogosfera aż huczała jak tylko się pojawił :D

      Usuń
  11. Kolorek bardzo ładny! Miałam dwa róże z Lovely i w każdym rozpadła mi się zakrętka, więc pewnie niedługo też Ci się to przytrafi :P
    http://byania.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest bardzo delikatna, więc nawet by mnie to nie zdziwiło :D

      Usuń
  12. Mimo, że jest bardzo tani, postaram się go kupić jak będą te promocje w rossmanie, bo i tak nie używam różu zbyt czesto :)

    http://agataweranika.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. kurczę, bardzo podobny do Hot Mama :) i wygląda bardzo ładnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jest dosyć podobny :) Choć wiele ich różni :)

      Usuń
  14. Mam go. Też go bardzo bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oglądałam go kiedyś i bardzo mi się spodobał, nawet doradziłam go koleżance, która akurat szukała fajnego różu ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Makijaż na każdą kieszeń , Blogger