Oryginalny Beauty Blender - czy warto tyle za niego zapłacić? - recenzja

Dziś poczytacie u mnie o bardzo słynnym, różowym jajeczku. Ponoć dla niego wizażyści odłożyli na bok pędzle ;) Czy jednak warto wydać prawie 70 zł na produkt, który według producenta, będzie nam służył jedynie 6 miesięcy? Jeśli jesteście ciekawi, to zapraszam do czytania :)


Swój Beauty Blender zakupiłam na stronie producenta. Już od bardzo dawna o nim marzyłam, jednak przerażała mnie cena. Nie chciałam zaczynać od zamienników, bo byłam absolutnie ciekawa fenomenu oryginalnego BB. I tak nadeszły moje urodziny, a mamy z najbliższymi taki zwyczaj, że zamiast prezentów dajemy sobie gotówkę :) Jest to praktyczna opcja, bo można za to kupić co tylko się zechce :) Korzystając więc z okazji, że miałam trochę grosza do wydania, postanowiłam wreszcie wypróbować to cudo :) 



Akurat na stronie producenta dodawali gratis malutkie jajeczko MICRO MINI. Bardzo mnie to ucieszyło, bo dostałam dwie gąbeczki, w cenie jednej :) Maleństwo jest idealne do korektora i do trudniej dostępnych miejsc.

Zacznę od tego, że zaskoczyło mnie, że BB jest taki malutki :) Oczywiście przed namoczeniem. Bo jak jest mokry to zwiększa swoją objętość niemal dwukrotnie. Dalej zobaczycie zdjęcia, jak to się prezentuje. Zaskoczyła mnie też jego niesłychana miękkość i elastyczność. Jest tak przyjemny w dotyku, że aż chce się go ściskać i macać :) 

Oba Beauty Blenderky mają porowatą strukturę, dzięki czemu podobno są idealne do nakładania kosmetyków na twarz.
 
 
Przed namoczeniem, gąbka prezentuje się tak:
 


 
Producent zaleca, żeby skutecznie wykonać makijaż, gąbkę przed użyciem należy zmoczyć. Dlatego oczywiście od razu sprawdziłam, jak to działa w praktyce. Gąbka po namoczeniu i odciśnięciu w ręcznik jest gotowa do użytku. Gdy jest mokra, bardzo zwiększa swoją objętość. Zobaczcie sami:




Ale może przejdźmy już do najważniejszego, czyli czy według mnie warto wydać na gąbkę 70 zł? Póki jej nie miałam, uważałam to za kompletne szaleństwo. Mimo wszystko zaszalałam i ... absolutnie nie żałuje ani jednej wydanej na nią złotówki. Jest totalnie fenomenalna. Już rozumiem te wszystkie zachwyty nad nią. Makijaż dzięki niej stał się o wiele szybszy i przyjemniejszy. 

Plusy:
- Podczas aplikacji jest mokra, więc genialnie rozbudza z samego rana. Stemplując nią po twarzy, odczuwa się przyjemny, mięciutki chłodek :) 
- Jest duża, więc szybko nakłada się nią podkład na całą twarz, a ostrym 'dziubkiem' można nałożyć go w trudniej dostępne miejsca.
- Nie da się stworzyć nią efektu maski. Dzięki nakładaniu podkładu na mokro, wygląda on baardzo subtelnie. Krycie można budować dokładając kolejne warstwy produktu, a mimo to, nie wygląda to sztucznie. Podkład po prostu wnika w pory i stapia się ze skórą. Takiego efektu nie da się osiągnąć niczym innym, jak tylko gąbką.
- Trzeba ją moczyć przed każdym użytkiem, więc można też ją wtedy myć, zamiast zaraz po malowaniu. Dzięki temu zyskujemy trochę czasu :)
- Praktycznie nie wchłania podkładu. Dzięki temu, że ją moczymy, podkład aż tak w nią nie wsiąka. Wiadomo, że coś tam pochłonie, ale nie są to takie ilości jak przy pędzlach.
- Oprócz podkładu, można nią też wykonturować twarz, nakładać bronzer, roświetlacz, róż. Kosmetyki kremowe jak i w kamieniu. Stożkowy kształt pozwala też na idealne nałożenie korektora pod oczy. Podobno tym 'dziubkiem' można też nakładać cienie :) Jeszcze nie próbowałam tego robić, ale na pewno to sprawdzę :)
- Dzięki aplikacji tą gąbeczką, podkłady które wcześniej poszły w odstawkę, bo nie sprawdziły się u mnie zupełnie, teraz wróciły do łask. Mówię tu np. o podkładzie z Yves Rocher o którym pisałam tutaj - KLIK, czy słynnym Pierre Rene Skin Ballance, który wcale na mnie nie zastygał i po nałożeniu go na twarz nie dało się do niej dotknąć, żeby nie ściągnąć podkładu ;) Po nałożeniu jajkiem BB, te podkłady stały się całkiem spoko :) Dużo lepiej mi się je nosiło i wreszcie przestały się ścierać z twarzy przy choćby najmniejszym dotknięciu. Po prostu zaczęły się wtapiać w skórę i na niej zastygać. Nie mogłam tego osiągnąć ani pędzlem, ani palcami. Dlatego dzięki niej przeprosiłam się z dwoma podkładami, które kosztowały mnie w sumie więcej niż gąbeczka, a użyłam je zaledwie kilka razy i poszły w kąt, bo się nie sprawdziły. Można więc powiedzieć, że wydatek się całkowicie opłacił, bo będę mogła wykorzystać produkty, które bez BB pewnie niedługo bym wyrzuciła :)

Minusy:
- Na pewno cena. Nie każdy może sobie pozwolić na gąbkę za 70 zł
- Jest bardzo delikatna, dlatego niezwykle łatwo ją uszkodzić, na przykład przy myciu. Ja zanim nauczyłam się ją dobrze myć, zdążyłam ją lekko uszkodzić. Paznokciem zaczepiłam o jej spód, przez co trochę się 'poszarpał', naderwałam ją też na boku. Dlatego przy myciu trzeba się z nią obchodzić jak z jajkiem :D 
- Po kolejnych myciach odbarwia się kolor. Tak, gdzie używam jej najczęściej jest teraz dużo bledsza.
- Niektóre podkłady bardzo ciężko z niej zmyć - np. Revlon Colorstay - wymaga dobrego szorowania :)
- Producent zaleca używanie jej przez 6 miesięcy. Czytałam u wielu bloggerek, że przy odpowiedniej pielęgnacji, posłuży nam ona dużo dłużej. Jednak za 70 zł można kupić na prawdę dobry pędzel, który posłuży nam przy dobrym użytkowaniu kilka lat. Tak, że dla większości ludzi kalkulacja wyda się prosta. Po co przepłacać? Jednak pędzlem takiego efektu nie osiągnie. Zdecydowanie NIE! :)

Spora przewaga jest więc plusów i są one dla mnie bardziej znaczące :) Tak więc, gdy ktoś mnie zapyta czy warto było wydać 70 zł na gąbkę, odpowiem że zdecydowanie było warto, bo odmieniła ona mój codzienny makijaż, ułatwiła i sprawiła, że wygląda on duuużo lepiej.

U góry sucha, na dole mokra - porównanie

 Tak więc teraz, kiedy już mam oryginalne jajeczko, śmiało mogę szukać zamienników, które będę mogła Wam polecić :) Już nawet zamówiłam 'oryginalny' Beauty Blender na chińskim allegro, czyli alliexpress :) Oczywiście doskonale zdaję sobie sprawę, że to chińska podróbka, ale zapłaciłam za nią bardzo niewiele, na złotówki wyszło mi koło 15 zł. Dlatego jestem ogromnie ciekawa jakości tego chińskiego cudaka :) Jak tylko do mnie dotrze, to zrobię porównanie :) Bo może faktycznie nie warto przepłacać ;) (chyba sama w to nie wierzę) :) Nie mniej jednak teścik zrobię i na pewno dam Wam znać :) Będę też szukać gąbek innych firm. Zobaczymy czy którejś uda się przebić oryginał. Poprzeczka jest postawiona na prawdę wysoko :)

A czy Wy używacie Beauty Blendera? Lubicie go czy uważacie za zbędny wydatek?
A może macie jakieś inne gąbeczki, które lubicie? :)
Piszcie koniecznie :)

Pozdrawiam,


9 komentarzy:

  1. Mam BB, miałam też chińska podrobke oraz ta gabeczke z RT :) wydaje mi się że RT też daje radę a jest dużo tańsza :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam BB, miałam też chińska podrobke oraz ta gabeczke z RT :) wydaje mi się że RT też daje radę a jest dużo tańsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie na tą z RT mam ochotę w następnej kolejności :) Słyszałam o niej dobre opinie :)

      Usuń
  3. Chyba musiałoby mnie pogrzać jakbym miała kupić kawałek gąbki za 7 dych :D
    Te hity blogosfery powodują, że pukam się w głowę, serio. Mogę sobie ją kupić, ale po co? Już wolałabym zjeść dobry obiad za te 70 zł. Poza tym uważam, że nawet jakbym szorowała tego kluska, to bakterie tam jednak zostają, nawet pędzlom nie ufam- wolę umyć ręce i nakładać podkład palcami. I tak najbardziej lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie chyba pogrzało, bo dałam 7 dych za kawałek gąbki :D Gorące lato było :D I chyba pogrzało mnie totalnie, bo uważam że było warto i jak ta mi się już 'wykończy' to na pewno kupię kolejną :) Gąbka przebiła efekt nakładania podkładu pędzlem i palcami :) Jest droga, to fakt. Ale kto głupiemu zabroni :D

      Usuń
  4. Dużo słyszałam dobrych opinii...ale jestem z tych osób, których nie stać na taką przyjemność

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety 70 zł za taki gadżet to dość sporo :/

      Usuń
  5. Też mam BB (a nawet trzy) i moim zdaniem jest cudowny, ostateczne narzędzie do makijażu, dzięki któremu można uzyskać nieskazitelną cerę jak żadnym innym sposobem aplikacji. Długo zastanawiałam się nad zakupem, bo jednak sporo kosztuje, a jednak nie żałuję, bo każdego dnia mam rekompensatę w postaci nieskazitelnego makijażu. Nikt mi nie powie, że taki efekt da się osiągnąć wykonując makijaż palcami ;) a jeśli chodzi o zamienniki to warto wypróbować jajeczko z ebeline (niemiecka marka, jest na allegro), które kosztuje ok. 15 zł, jest mniej przyjemne w aplikacji (gąbeczka dużo twardsza niż BB), ale makijaż wygląda bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Makijaż na każdą kieszeń , Blogger