Mariza Selective - Baza pod cienie - recenzja

Hej kochane. Dziś przygotowałam dla Was recenzję bazy pod cienie firmy Mariza. Kto mnie czyta regularnie to wie, że ostatnio jest to baza, której w makijażach używam non stop. Za co ją tak lubię i jak spisuje się w akcji możecie poczytać w dalszej części posta :) Będzie dużo swatchy, dużo koloru i jeszcze więcej zdjęć! Zapraszam :)

Nie wyobrażam sobie makijażu oka bez bazy pod cienie. Mogę zapomnieć o tuszu do rzęs, ale o bazie - nigdy. Nawet jeśli ma być to tylko korektor. Dlaczego tak bardzo cenię ten kosmetyk? Bo mam tłustą, opadającą powiekę, na której cienie już po kilku godzinach wyglądają koszmarnie. Rolują się i wchodzą w załamania. A jako, że bardzo nie lubię czegoś takiego na powiekach, już wolę nie mieć cienia wcale, to pod każdy makijaż oka używam bazy. Weszło mi to w krew i robię to odruchowo. 



Spostrzeżenia na temat kosmetyku? Kolor w opakowaniu ma taki szaro-beżowy, na powiece jednak jest całkowicie transparentna. Na początku baza była jakby troszkę twarda, ciężko było ją nabrać. Jednak bardzo krótko po otwarciu zrobiła się mięciutka i kremowa. Wystarczy odrobinka, żeby rozsmarować ją na całej powiece. Świetnie podbija kolory cieni, przedłuża ich trwałość do maksimum i sprawia, że cienie stają się bardziej wodoodporne (o tym ostatnim przekonałam się szczególnie właśnie podczas robienia swatchy - cienie bez bazy schodziły bez problemu normalnie pod wodą, a cienie na bazę musiałam dobrze szorować mydłem, żeby zetrzeć je całkowicie). Kolorki na moich oczach nie są zrolowane, nie wchodzą w załamania i trzymają się do demakijażu w nienaruszonym stanie. Dodatkowo baza jest na prawdę bardzo wydajna. Używam jej już ponad 3 miesiące i nie zużyłam jeszcze nawet 1/4 słoiczka. A używam jej praktycznie codziennie :)


A tutaj możecie zobaczyć jak wygląda mój makijaż, nałożony na tą właśnie bazę. Makijaż po 14 godzinach w pracy, w lecie, w smażalni ryb nad jeziorem, w której temperatura przekraczała 40 stopni, a pot lał się strumieniami. Czyli warunki maksymalnie ekstremalne, a cienie w stanie na prawdę świetnym. Wybaczcie jakość zdjęcia, robione w sumie koło 23 ;D Więc oczywiście z lampą :)


 Same widzicie, że robi wrażenie :)
Przygotowałam dla Was też swatche różnych cieni z bazą i bez niej, żeby pokazać jak podbija kolor. W niektórych odcieniach różnica jest ogromna, w innych ledwo widoczna. Zdjęcia tego idealnie nie oddają niestety. Ale robiłam co mogłam :) Celowo wybrałam cienie różnych firm, różnych odcieni i różnych wykończeń, choć szczerze powiedziawszy, chwytałam pierwsze lepsze, bez większego namysłu, żeby nie było że powybierałam te, na których prezentuje się to najefektowniej :D Po lewej swatche z bazą, po prawej - bez bazy :)

1. Pierre Rene, Chic Eyeshadow - no 145 Coral

2. My Secret, Pearl Touch Eyeshadow - 108

3. Miyo, OMG Eyeshadows - no. 34 Iris

4. Pierre Rene, Chic Eyeshadow - no 113 Last Call


5. My Secret, Matt Eyeshadow - 507

6. Sensique, Velvet Touch Eyeshadow - nr 152 (stara formuła)

7. Maybelline, Colorama Eyeshadow - 805

8. Essence eyeshadow - 08 apricotta

9. Miyo, OMG Eyeshadows - no. 40 Ambition

10. My Secret, Matt Eye Shadow - 509

11. Miyo, OMG Eyeshadow - no. 21 Zero

Miało być 10, ale oczywiście nie umiem liczyć i zrobiłam zdjęcia 11 cieniom :D Szkoda było nie wstawić, skoro już są fotki, więc jest 11 :) Jak widzicie w zależności od koloru i wykończenia, pigmentacja podbijana jest różnie. Na perłach i satynach nie widać ogromnej różnicy. Ale kolor matów podbija genialnie, co z resztą widać. Jak dla mnie baza jest na prawdę świetna i aktualnie stała się moim faworytem.

Moim poprzednim ulubieńcem była baza Miyo Eye Do, którą bardzo lubiłam i na pewno będę do niej wracać. Jednak od kiedy zakupiłam tą z Marizy, Miyo poszło w odstawkę. Nie lubię mieć kilku otwartych baz jednocześnie, bo jak wiadomo, lubią one przysychać. Tak, że Miyo powędrowało do siostry, a ja zostałam z tą od Marizy. Czemu przebiła tą od Miyo? Tamta po kilku miesiącach zmienia konsystencję na gęściejszą i trochę trudniej ją aplikować. Trzeba lepiej rozsmarowywać, żeby się nie rolowała. Po prostu wymaga wprawnej ręki. A z tą zwyczajnie dużo wygodniej mi się pracuje. Miyo ma taką przewagę, że mogę ją kupić stacjonarnie w moim mieście, no i jest trochę tańsza, ale jakościowo jednak Mariza wygrywa tą bitwę :D Zdecydowanie ją wszystkim polecam :)

Cena: 19,90 zł, ale bywa w promocji i kosztuje wtedy 14,90 :) Za obie ceny warto ją kupić, bo wystarczy Wam na baaardzo długo, nawet przy codziennym malowaniu. To inwestycja, która na prawdę się opłaci :)

Bazę możecie zamówić u mnie.
Jeśli chcecie możecie również zarejestrować się na stronie Marizy i tak jak ja zostać ich konsultantką, uzyskując na wszystkie kosmetyki z katalogu rabat - 30%. Mój link polecający - Zapraszam serdecznie - KLIK TUTAJ!
Można też zostać ich klientem bezpośrednim i uzyskać taki sam rabacik. 
Wybór należy do Was.
Zamieszczam link do katalogu:
i raz jeszcze mój link polecający, gdyby któraś miała ochotę się zarejestrować:





. 

Testowałyście już jakieś kosmetyki Marizy?
Używacie baz pod cienie?
Jakie są Wasze ulubione? :)
Piszcie koniecznie! :)

Pozdrawiam,

4 komentarze:

  1. no cóż ja nie mam bazy, ale mi się marzy :) a kolory piękne :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto ją mieć :) A jak nie masz ochoty zamawiać online to wypróbuj tą z Miyo. Można ją znaleźć stacjonarnie w małych osiedlowych drogeriach, a kosztuje jedynie 7 zł :)

      Usuń
  2. Ja uwielbiam tą bazę ;)
    A cienie MIYO i PR swego czasu też uwielbiałam, w sumię nadal lubię, ale jakoś sie na Marizę przerzuciłam, chociaż trzeba przyznać, że maty to PR ma godne :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja Miyo uwielbiam za te kolory cudne :) A PR faktycznie mają super maty, ale i perłowe są świetne :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Makijaż na każdą kieszeń , Blogger