Kredka Avon Super Extend liquid eye liner - turkusowy - recenzja

Pisak Super Extend od Avon wzbudził we mnie okropnie mieszane uczucia. Dawno nie miałam produktu, który ma tyle plusów i minusów jednocześnie. Najpierw byłam nim totalnie oczarowana, później rozczarowana, a teraz? Jakie są moje odczucia wobec tego eyelinera? Jeśli chcecie się dowiedzieć, to czytajcie dalej :)

Przygotujcie się na mało zdjęć - dużo tekstu :) Bo mam o tym produkcie sporo do powiedzenia :)
Gdy tylko dostałam go do ręki, byłam nim oczarowana. Zamówiłam go w odcieniu turkusu. Kolor okazał się świetny. Jest to taki ciemny, intensywny turkusowy. Nie mam jeszcze takiego odcienia w swoich zbiorach, więc byłam zadowolona. Zachwyciła mnie też sztywna, szpiczasta gąbeczka, za pomocą której nakłada się liner. Jest cieniutka i da się nią malować na prawdę precyzyjnie. Oczywiście od razu musiałam wypróbować ją na sobie, bo byłam jej niezmiernie ciekawa. Na oczach kolor prezentował się jeszcze lepiej niż w opakowaniu czy na ręce. Był żywy, mocny i intensywny. Pierwsze wrażenie kredka zrobiła na mnie oszałamiające. Już nawet myślałam, że będzie to miłość totalna i absolutna.



Niestety miłość skończyła się, gdy wyszłam w niej na dwór. Akurat złapał mnie deszcz, a nie miałam ze sobą parasolki. Szłam więc cała mokra w strugach deszczu, ale starając się chronić makijaż. Niestety, nie udało się. Zastanowiły mnie dziwne spojrzenia mijających mnie ludzi. Wygrzebałam w torebce lusterko i przeszłam półminutowe załamanie nerwowe. Turkusowa panda i strugi tego samego koloru na moich policzkach, usprawiedliwiały dziwne spojrzenia przechodniów. Dopadłam toaletę, chciałam jakoś to zmyć w cholerę. Płynące strugi koloru udało mi się usunąć, ale panda nie chciała zniknąć. Trochę udało mi się ją przytrzeć, ale kolor było widać mimo wszystko. Szybko musiałam więc zakończyć zakupy i wrócić do domu. Jakoś to zmyłam i było ok. Pomyślałam sobie, że ok, no nie jest wodoodorny, to ma prawo płynąc (choć nie spodziewałam się, że aż do tego stopnia). Jako, że nadal mi się podobał, postanowiłam dać mu drugą szansę, tym razem nosząc go w suchym pomieszczeniu. Niby wszystko było ok, niby wyglądał dobrze, ale... no właśnie. 

Jest trochę tych ale. Da się nim całkiem precyzyjnie narysować kreskę, ale jak wyjdzie się gdzieś, gdzie się nie chciało, to bardzo ciężko to skorygować czy usunąć. Liner też długo zasycha na powiece (niezależnie czy mam tam bazę, czy puder czy cień) i odbija się okropne. Oczywiście jak się pewnie domyślicie, to co się odbiło jest bardzo trudne do usunięcia. Dodatkowo nie jest on absolutnie odporny na wodę. Wystarczy zaledwie kropelka, a on już płynie. Wystarczy łzawienie oczu, albo dotknięcie powieki wilgotnym palcem. Po prostu rozmazuje się totalnie i zupełnie. Przy moich łzawiących oczach jest to kompletna masakra. Ponadto, jak dotknie się powieki palcem, robi się on turkusowy i oczywiście z również jest to bardzo ciężko zmyć. Jak tusz jakiś normalnie ;) 

Ale niestety to jeszcze nie wszystko. Najlepsze zostawiam na koniec. Cholernie ciężko go zmyć. Pomyślicie sobie, żem jakaś głupia czy coś. Najpierw piszę, że płynie jak tylko zobaczy wodę, a później marudzę, że zmyć się go nie da. Otóż niestety nie pomieszało mi się w głowie. Kosmetyk jako tako się zmywa, znaczy ściera się jego wierzchnia warstwa. Jednak tak mocno wżera się w skórę, że nie idzie go ruszyć niczym. Próbowałam dwufazem, micelem, mleczkiem, wszystkim co tylko miałam w domu i nic. Kolor dalej zostaje na powiece. Niby zmyty, ale nie zmyty. Kojarzycie coś takiego? Mocno mnie to zdziwiło, żeby produkt był tak niewodoodporny, a równocześnie tak bardzo nie chciał się zmyć. Jak dla mnie to jest absolutnie nie dopuszczalne. Kosmetyk ma malować, siedzieć cały dzień na swoim miejscu, a na koniec całkowicie się zmyć. Tylko tyle wymagam (a może aż tyle? :)) 

Dlatego też więcej go nie użyłam, jakoś nie mam ochoty robić takiej krzywdy moim powiekom. Nie mam też odwagi wypróbować koloru czarnego. Bo turkus nie jest jeszcze aż tak widoczny i łatwo da się go zakryć, ale jak by w ten sposób wżarła mi się czerń to na pewno nie byłabym zachwycona. 


Dlatego niestety pisak ten poszedł w odstawkę i obawiam się, że już do niego nie wrócę. A szkoda, bo na prawdę spoko się go aplikuje i kolor też jest w pełni zadowalający i dobrze kryjący. Gdyby producent postarał się o wodoodporność i o to, żeby pigment aż tak nie wżerał się w skórę, to na pewno byśmy się polubili. Niestety, w chwili obecnej, minusy są zbyt poważne jak dla mnie i zdecydowanie przyćmiewają plusy. Na prawdę już dawno nie miałam tak mieszanych odczuć w stosunku do jakiegoś kosmetyku. Z jednej strony jest ok, no ale z drugiej... niestety. Zdecydowanie mogę okrzyknąć go moim największym rozczarowaniem roku, bo pierwsze wrażenie sprawiał na prawdę dobre. Jak dla mnie w tym momencie jest to wielki bubel i wątpię, żeby komuś, kto ma jakiekolwiek porównanie z innymi linerami, ten produkt się spodobał. A szkoda. Na prawdę nie lubię być zmuszana do pisania negatywnych recenzji, ale lepiej dla Was jak odpuścicie sobie zakup tego cacka.

Cena: Katalogowa: 32 zł - absolutne nieporozumienie ;)
Ja kupiłam go za ok 15 zł w promocji, ale jak dla mnie nawet tyle nie jest wart :/

A może ktoś go ma i u niego jednak się sprawdza?
Macie podobne doświadczenia z innymi eyelinerami? 
Jestem bardzo ciekawa, więc piszcie koniecznie :)

Pozdrawiam,


2 komentarze:

Copyright © 2014 Makijaż na każdą kieszeń , Blogger