Bardzo szybki dzienny makijaż z akcentem na usta - Makijaż w 5 minut

Hej kochani. Ostatnio jestem koszmarnie zapracowana, niewyspana i przemęczona. Stąd moja niska aktywność na blogu i Fanpage na Facebooku. Staram się jak mogę, ale okropnie ogranicza mnie brak wolnego czasu. Staram się wygospodarować go choć odrobinkę, kiedy tylko się uda. Żeby troszkę dłużej pospać, rezygnuje ze starannego i perfekcyjnego makijażu każdego dnia, zastępując go szybkim, prostym i delikatnym. Dzięki temu mam kilka minut więcej spania. Wychodząc na przeciw wszystkim tak zapracowanym lub po prostu wakacyjnie rozleniwionym jak ja, przedstawiam dzisiejszy makijaż w 5 minut :D

Ogólnie to w wakacje i tak nie bardzo mam wenę do malowania. W upały to człowiekowi się zwyczajnie nie chce, żeby to wszystko zaraz nie spłynęło. Nawet ja - maniaczka koloru na powiekach, w okresie letnim najczęściej stawiam na jeden cień. Bo tak jest szybciej. Poza tym przez to ciągłe zmęczenie, jakoś brak mi kreatywności. Więc ostatnio coraz częściej tylko maluje rzęsy tuszem i korektorem maskuje oznaki zmęczenia. Rezygnuje nawet z podkładów. Cerę mam całkiem ok, więc mogę sobie na to pozwolić.

Dziś znów zaspałam. Po raz kolejny. Ostatnio zbyt często mi się to zdarza. Dlatego znów musiałam umalować się na szybko. Dzisiejszy makijaż zajął mi całe 5 minut :D Ale wyszło całkiem ok, prawda? :) Bardziej niż oczy postanowiłam dziś zaakcentować usta. Oczy i tak za bardzo rzucają się w oczy (haha :D gra słów na poziomie :D) przez te moje worki pod oczami. Nie mogę ich niczym zakryć, żeby to wyglądało ok, a nie jak tona tapety. Więc uznałam, że nie będę z nimi walczyć. Może wreszcie się w końcu wyśpię to zniknął same. Na zdjęciach widać je aż nazbyt wyraźnie.

No ale może przejdę już do samego makijażu. Z bliska wygląda on tak:


Zapomniałam nawet o kremie :D Zaczęłam od podkładu na twarz. Użyłam standardowo jak się spieszę Lirene City Matt, bo jest jak dla mnie niezastąpiony na właśnie takie poranki. Nie da się nim zrobić krzywdy. Da się go nałożyć błyskawicznie i będzie wyglądał na prawdę dobrze. Lekko kryje, matowi, ale nie daje efektu płaskiego matu. Więcej możecie poczytać o nim TUTAJ - KLIK. Ja osobiście uwielbiam go za to stapianie się ze skórą i tak naturalny efekt, bez większego wysiłku. 

Na strefę T nałożyłam dodatkowo matujący puder od Sensique. Resztę twarzy jedynie delikatnie omiotłam pędzlem. Brwi na szybko podkreśliłam cieniem. Ostatnio bardzo mi to zaczęło odpowiadać. Łapię puchaty pędzelek, z włosiem ułożonym w szpic ( u mnie jest to Kavai 90) i paletkę do brwi Pierre Rene i szybciutko wypełniam i przyciemniam brwi. Nie wygląda to tak dobrze jak precyzyjne malowanie kremowymi czy żelowymi produktami, ale jest szybko i daje naturalny efekt. Brwi są przyciemnione i pełniejsze. Do dziennego makijażu taki efekt mi w zupełności wystarczy :) Zwłaszcza, że udało mi się już troszkę te moje brwi zapuścić i zagęścić, więc nie wyglądają już jak pojedyncze włosia :D 



Po podkreśleniu brwi przyszła kolej na oczy. Na powieki nałożyłam bazę, bo bez niej nie wyobrażam sobie nałożenia żadnego cienia. Ja standardowo użyłam Miyo Eye Do!. Ale zamówiłam sobie bazę z Marizy, więc niedługo Miyo na chwilę pójdzie w odstawkę, a zobaczymy co warta jest tamta :) Na bazę nałożyłam mój nowy nabytek ;) Ładny, satynkowy, delikatnie połyskujący cień z Essence, w odcieniu jasno brzoskwiniowym. Numerek cienia to 08 apricotta. Jest świetny. Kremowy, ładnie się go rozprowadza, ma dość dobrą pigmentację i ładnie trzyma się na powiece. Muszę zakupić inne odcienie, bo z tego jestem zadowolona. Cień na powiekę nałożyłam palcami. Super go się tak aplikuje. Pędzlem tylko delikatnie roztarłam górną granicę cienia. Dolną powiekę maznęłam jakimś ciemnym fioletem z paletki, którą akurat miałam pod ręką, ale nawet nie pamiętam, która to była.

Następnie namalowałam kreskę nad górną linią rzęs, kończąc ją jaskółką. Do tego celu użyłam eyelinera w kałamarzu, który spisuje się najlepiej właśnie wtedy kiedy się spieszę. Żadnym innym linerem nie potrafię tak szybko, sprawnie i dość przyzwoicie namalować kreski, kiedy mam mało czasu. Więc kiedy wiem, że czas mnie nagli, to bez namysłu od razu sięgam po niego. Mówię tu o niezwykle tanim, ale jak dla mnie niezastąpionym, wodoodpornym eyelinerze z Wibo. Można o nim więcej poczytać TUTAJ - KLIK. Jest on moim absolutnym Must Have. Zawsze mam kupiony zapas ;) Jest wodoodporny, więc nawet w deszczową pogodę nie muszę się martwić, że po moich policzkach popłynął czarne strugi. Dlatego to, że dziś, w tą deszczową pogodę, wybór padł akurat na niego, nie powinno nikogo dziwić. Wystarczy odrobinka wprawy, a na pewno każda będzie nim szybko malować kreseczki. 

Na linię wodną nałożyłam białą kredkę My Secret Big Eye. Jest to nowość, podobno tańszy zamiennik NYX Jumbo Milk. Tej drugiej nie miałam, choć cały czas zbierałam się, żeby ją kupić. My Secret wypuściło zamiennik dostępny stacjonarnie, więc było mi bardziej po drodze z zakupem. Użyłam ją, bo w sumie pierwsza rzuciła mi się w tym pośpiechu w oczy. Choć na zdjęciach dopiero zauważyłam, że chyba bardziej widziałaby mi się tu cielista kredka. Ale jak się już trochę wytarła, to teraz jest ok :D



Ostatnim krokiem makijażu oczu było pomalowanie rzęs. Do tego celu użyłam mascary Rimmel Wake Me Up, którą ostatnio nawet polubiłam :)

Na koniec pod kości policzkowe nałożyłam bronzer Kobo - KLIK - TUTAJ, a na ich szczyty rozświetlacz - nowość od My Secret - Face Iluminator Powder. Na pewno niedługo pojawi się jego recenzja. 


Ostatnim krokiem był główny punkt makijażu, czyli kolor na usta. Ja dziś zdecydowałam się na pomadkę Golden Rose z serii Velvet Matte w odcieniu 14. Jest to seria szminek w matowych kolorach o świetnej pigmentacji i na prawdę imponującej trwałości. Ten odcień kupiłam kilka dni temu, ale jestem nim oczarowana. Jest to ciemny róż, z delikatną domieszką fioletu. Bardzo ciekawy odcień. Na ustach wygląda obłędnie. Nie przesusza ich, jakoś drastycznie nie podkreśla suchych skórek i trzyma się na prawdę długo. Jeśli się nie je, to można cieszyć się kolorkiem przez wiele godzin. A do tego cena, za którą można kupić te szminki jest śmiesznie niska. Ja za swoją zapłaciłam 10.20 w małej drogerii osiedlowej. Stoiska Golden Rose można spotkać w bardzo wielu miastach, więc problemu z zakupem być nie powinno. Z tej serii mam też ocień 18, który jest obłędną czerwienią, wpadającą nieco w bordo. Na pewno nie są to ostatnie moje sztuki. Chce więcej i na pewno więcej ich nabędę.





No i to by było na tyle  :) Szybki makijaż, w którym śmiało można wyjść do ludzi. Całość zajęła mi nie dłużej niż 5 minut, tak że miałam jeszcze chwilę na zrobienie zdjęć :D 

Jak Wam się podoba? :)
Lubicie szybkie makijaże? 

Piszcie koniecznie!

Pozdrawiam,
 

3 komentarze:

  1. Super Ci to wyszło, podobają mi się usta i ten kolorek ;)
    Pozdrawiam
    Zapraszam do mnie http://snowarskakarolina.blogspot.com/
    PS: Obserwuję, liczę na rewanż.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Makijaż na każdą kieszeń , Blogger