10 kg mniej bez drastycznej głodówki, ćwiczeń i bez efektu jojo. Czy to możliwe?

Dziś będzie temat trochę odbiegający od makijażu, ale myślę, że interesujący dla większości kobiet :)
 
Na pewno niemal wszystkie z nas kiedyś chciały zrzucić kilka kilko. U jednych było to rzeczywiście zasadne, inne mimo, że były szczuplutkie, dalej uparcie twierdziły, że są grube. Znacie to? Lecz bez względu na figurę, niemal każda kobieta przynajmniej raz w życiu próbowała schudnąć. Ja oczywiście również należę do tego grona. Nigdy nie byłam szczupła, zawsze moja figura była daleka od ideału. Jakoś szczególnie się tym nie przejmowałam i nie dbałam o siebie ja należy. Ale jak moja waga zaczęła wskazywać 75 kg wreszcie się przebudziłam! Co udało mi się już osiągnąć i jakie mam dalsze plany? O tym w dalszej części posta, więc jak jesteście ciekawe to zapraszam do czytania.

Swoją przygodę z odchudzaniem zaczęłam na początku zeszłego roku. Plany były już wcześniej, ale jakoś trudno mi było się zmobilizować. W końcu podczas Sylwestrowej domówki, na lekkim rauszu, założyłam się z moim narzeczonym, że jak ja schudnę 10 kg, to on rzuci palenie. Potraktowałam to więc absolutnie honorowo i musiałam mu pokazać, że dam radę :) Choć przede wszystkim chciałam udowodnić to samej sobie. No i udało się! W kwietniu, przed świętami, moja waga pokazała 65 kg z czego byłam bardzo zadowolona. Ale pewnie chcecie wiedzieć jak do tego doszłam :)

No to po kolei :)

Od razu Wam powiem, że nie byłam u żadnego specjalisty i jest to tylko i wyłącznie mój własny sposób na schudnięcie. U mnie się sprawdza, ale nie wiem jak zareagowałyby na niego inne organizmy. Starałam się, żeby w moim jadłospisie niczego nie brakowało, ale przy tym wymieniłam sporo produktów na zdrowsze.

Nie miałam zbytnio czasu na ćwiczenie i ciągle odkładałam je na nieokreślone jutro. Skupiłam się raczej na 'diecie'. Generalnie to nie nazywam tego dietą, raczej radykalną zmianą złych nawyków żywieniowych :) Odrzuciłam słodycze, ograniczyłam sól i vegetę, niemal całkowicie zrezygnowałam z chleba (jak już jadłam to razowy), starałam się ograniczać jedzenie ziemniaków, potraw smażonych. Co tylko mogłam to gotowałam, piekłam albo gotowałam na parze. Nie powiem, żebym całkiem nie jadła smażonego, bo jadłam. Ale jak już jadłam bardziej kaloryczne rzeczy, to nakładałam sobie po prostu mniejsze porcje. Przede wszystkim nie jadłam przed snem. Kolacje jadłam możliwie jak najwcześniej, starałam się, żeby zawsze było to coś lekkiego, ale sycącego. W ciągu dnia jadłam często, ale dużo mniej. Na ogół było to 5 posiłków, w odstępie co 2-3 godziny, w zależności o której wstawałam i o której się kładłam. Ważne, żeby pomiędzy posiłkami nie podjadać. No i oczywiście dużo WODY! :) Koniecznie mineralnej, nie źródlanej i koniecznie niegazowanej. Piłam też duże ilości czerwonej i zielonej herbaty, które bardzo polubiłam i  piję teraz bez względu na to czy się odchudzam czy nie. Oczywiście przestałam też słodzić. Nawet jak już piłam zwykłą herbatę, to też nie słodką. Kawy nie pijam, więc tego problemu nie miałam. 
I to by było na tyle z wyrzeczeń :)

Co więc jadłam?
Dużo produktów zbożowych. Płatki, musli, płatki owsiane, produkty z dużą ilością błonnika. Dużo jogurtów. Jogurt miałam zawsze przy sobie :D Wtedy jadłam owocowe, teraz polubiłam się z naturalnymi. Jadłam dużo warzyw, owoców. Makarony, ryż, produkty mączne (np. pierogi) jadłam w sumie normalnie. Wiem, że też nie są one super dietetyczne. Teraz makaron i ryż wymieniła bym na ciemny. Ale wtedy nie przeszkadzało mi to aż tak. Wolałam produkty mączne od pieczywa i ziemniaków. Jadłam też dużo piersi z kurczaka. Moim bardzo częstym daniem był ryż na sypko, gotowany na bulionie. Do tego warzywa (najczęściej brokuły i szparagi), gotowane na wodzie wraz z kurczakiem pokrojonym w kostkę. Bardzo mi to posmakowało i jak nie miałam pomysłu na nic do jedzenia to robiłam właśnie to. Kurczaka w kostkę i warzywa miałam zawsze w zamrażalniku przygotowane :D Wystarczyło wrzucić je na wodę :) Danie szybkie i sycące.  Ale bywało też tak, że nie chciało mi się gotować specjalnie dla samej siebie, albo nie miałam na to czasu. Wtedy jadłam normalnie to, co akurat było na obiad. Tylko w znacznie mniejszych porcjach. Generalnie to starałam się, żeby moje dzienne posiłki nie przekraczały 1000 kcal. Czasem się to udawało, czasem nie. Ale starałam się jak mogłam :)

Powiem Wam, że najtrudniejsze są pierwsze dwa tygodnie :) Później to już wchodzi w nawyk. Poważnie. Przez pierwszy tydzień chodziłam prawie cały czas głodna od tych jogurtów (na 5 posiłków dziennie, 3 z nich to czasem był jogurt :D). Przez drugi tydzień za coś słodkiego dałabym się pokroić. Ale później mój organizm się przyzwyczaił i zaczął współpracować. Jogurt wystarczał mi, żeby zabić głód na te 2-3 godziny, a produkty zbożowe polubiłam i w sumie to teraz jem je regularnie :) I ciekawostka: od czekolady i słodyczy na prawdę da się odzwyczaić :D Po 4 miesiącach nie jedzenia czekolady, jak zjadłam więcej niż jedną kostkę to było mi nie dobrze. Tak samo było z czekoladowymi batonikami. Marsa czy Snikersa nie byłam w stanie dojeść do końca :D

Jak szybko zobaczyłam rezultaty?
Już po pierwszym tygodniu, waga zaczęła się naprawiać i pokazywać kilo mniej :) Później to już szło elegancko :) Pierwsze 6 kg zrzuciłam w lekko ponad miesiąc. Ale dalej to już nie było takie szybkie i proste. Jednak cierpliwość popłaciła i po czterech miesiącach, moja waga pokazała 65 kg. Nie jest to jakaś mega widoczna różnica, ale dla mnie to i tak dużo. Najwięcej zrzuciłam w nogach, udach i tyłku oraz trochę w brzuchu i boczkach. Wcześniej nosiłam spodnie w rozmiarze 42-44. Teraz śmiało wchodzę w 40. Uważam to za swój osobisty sukces. 




Jednak to było ponad rok temu. Co od tego czasu? Czy kilogramy wróciły?
Nie wróciły! W kwietniu przyszły święta, a że cel osiągnęłam to zaczęłam normalnie jeść. Fakt, niektóre nawyki zostały, np. dalej lubię zieloną i czerwoną herbatę, dalej nie słodzę i nadal lubię produkty zbożowe. Ale nie zwracałam już takiej uwagi na to co jem, nie liczyłam godzin i kalorii. Bywało też, że jadłam kolację, fast foody i różne tłuste rzeczy. A waga nadal stała w miejscu. Podskoczyła dopiero koło grudnia, jak mało się ruszałam i obżerałam się niemiłosiernie. Postanowiłam więc, że po nowym roku znów się zacznę odchudzać. Jednak w tym roku postanowienie noworoczne nie wyszło. Brakowało mi motywacji. Ale, że waga zaczęła już pokazywać 68 kg to uznałam, że zacznę po świętach. Po fazie wzbraniania się, kilka dni temu poczułam, że nadszedł już ten dzień. 

Ale tym razem stawiam na aktywność! :) 'Dieta' oczywiście też, ale w połączeniu z ćwiczeniami. Zaczęłam biegać i ćwiczyć. Na razie biegam po ok. 2 km, ale zamierzam biegać regularnie, co drugi dzień. Pomaga mi aplikacja Endomondo, która elegancko wylicza przebiegniętą trasę, czas biegania i spalone kalorie. Oprócz biegania są tam też różne inne aktywności, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Oprócz biegania postanowiłam też regularnie ćwiczyć. Co drugi dzień zamierzam ćwiczyć Skalpel z Ewą Chodakowską, a co drugi trening brzucha z Mel B. Już zaczęłam i powiem Wam szczerze, że całkiem dobrze się z tym czuję. Tym razem nakręciłam się na to tak bardzo, że nie zamierzam się poddać tak łatwo póki nie osiągnę na wadze magicznej liczby 55 :D Mam nadzieję, że będziecie mnie wspierać i mi kibicować. Może ktoś ma ochotę się przyłączyć? Na endomondo można mnie znaleźć pod mailem: olenkaa1518@o2.pl , lub pod nazwiskiem: Aleksandra Urban. Możecie śmiało zapraszać do znajomych, jeśli ktoś też biega lub ćwiczy. Chętnie Wam pokibicuje. Osiągnięcia innych mnie motywują i zachęcają do działania. 



Tak, że trzymajcie za mnie kciuki, dopingujcie mnie i nie pozwólcie mi się poddać. Jak tylko uda mi się osiągnąć cel, to na pewno się pochwalę :) 

Ktoś rozpoczyna wyzwanie razem ze mną? :)
Na pewno będzie mi raźniej :D
Zapraszam! :)

Pozdrawiam,

6 komentarzy:

  1. Brawa dla Ciebie! Ja cały czas walczę z wagą, która niestety u mnie stoi :/ Po zmianie nawyków żywieniowych straciłam 12kg i teraz kg nie tracę ale w obwodzie mi ciała ubywa. Zobaczymy jak będzie dalej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to gratuluję! :) Bardzo ładny wynik :) No ja właśnie teraz też uznałam, że sama zmiana nawyków żywieniowych już mi nie wystarczy. Zaczynam mierzyć obwód ciała i biorę się za ćwiczenia :) Mam nadzieję, że tym razem również się uda :) I za Ciebie też trzymam kciuki :)

      Usuń
    2. Dzięki i życzę nam powodzenia w walce o siebie :)))

      Usuń
    3. Dokładnie :) Trzymam kciuki za naszą wytrwałość :) Koniecznie dawaj znać jak Ci idzie :)

      Usuń
  2. Gratuluję !!! :D
    Ja BMI mam dobre, ale te 5 kg jeszcze zrzucić muszę bo przy moim wzroście każdy kg widać :P
    U mnie niestety odpada bieganie (astma), a ćwiczyć mogę jedynie nocami, ale staram się.
    Niestety najgorsza u mnie DIETA. Nie umiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do diety idzie się przyzwyczaić :) Trzeba tylko troszkę samozaparcia :)

      Usuń

Copyright © 2014 Makijaż na każdą kieszeń , Blogger