Mincer - Vita C Infusion - krem nawilżający z witaminą C - recenzja

Mincer - Vita C Infusion - krem nawilżający z witaminą C - recenzja

Dziś mam dla Was recenzję kremu, który właśnie u mnie sięga dna. A skoro już go praktycznie skończyłam, to najwyższa pora napisać o nim kilka słów :) Zapraszam do czytania :)




Krem ten trafił w moje ręce na szkoleniu z marki Mincer, które odbywało się w drogerii, w której pracuje. Od samego początku mocno mnie zaciekawił, bo moja skóra po zimie była bardzo szara i zmęczona, a dodatkowo mam na niej wiele czerwonawych przebarwień. 


Oczywiście gdy tylko wykończyłam poprzedni krem, wzięłam się za używanie tego. Jest to krem dzienny, jednak początkowo używałam go zarówno rano jak i wieczorem. Ogromne było moje zdziwienie, gdy po ok. dwóch tygodniach moja buzia nabrała promiennego blasku, a przebarwienia stały się jakby mniej widoczne. Byłam totalnie oczarowana działaniem tego kremu. Pięknie pachniał, szybko się wchłaniał, nie pozostawiał tłustego filmu, dzięki czemu nadawał się pod makijaż. Mogłabym opisywać go w samych superlatywach.


Jednak nic nie trwa wiecznie... 

Moja twarz bywa kapryśna. Często nawet bardzo. I tym razem znów to samo. Nie wiem czy to wina kremu, czy tylko mojej twarzy, ale po ok. miesiącu zachwytu krem przestał mi się wchłaniać. Ot tak po prostu. Zaczął zostawiać tłusty film i przez to musiałam zaprzestać używania go na dzień. Wiem, że moja skóra bywa pod tym względem kapryśna, zwłaszcza w okresie letnim. Podkłady też wszystkie 'wyrzuca' z mojej twarzy, bo każdy z kolei się na niej warzy i wyciera po godzinie (uwierzcie mi, że w tym momencie mam otwartych z 7 różnych i używam ich wymiennie z nadzieją, że może akurat dziś ten będzie wyglądał dobrze :D). Dlatego nie winię za to kremu, bo na początku był na prawdę rewelacyjny. Teraz niestety zaprzestałam używania go na dzień i zastąpiłam go czymś dużo lżejszym. Witaminkę C aplikuje sobie natomiast na noc, mimo że jest to krem dzienny. Po prostu szkoda by mi go było wyrzucić. Przy aplikacji raz dziennie efekty nie są już aż tak rewelacyjne, ale moja cera nadal jest promienna i wreszcie przestała być poszarzała. 


Za kaprysy mojej twarzy oczywiście nie obwiniam kremu :) Zanim ona zwariowała, miałam dość czasu, żeby go ocenić :)

Plusy:
- bardzo ładny zapach
- działanie rozjaśniające i rozpromieniające cerę
- nawilżenie skóry
- wydajność (używam go od marca - przez pierwszy miesiąc rano i wieczorem, później tylko na wieczór i mam go jeszcze trochę)
- cena: ok. 45zł, więc niby na krem przeciętnie, można kupić tańsze, można kupić droższe. Tu cena jest średnia, choć jak dla mnie absolutnie nie wygórowana, bo krem wart tej ceny.

Minusy: 
- po pewnym czasie przestał się wchłaniać - z tym że nie wiem na ile to wina kremu, a na ile mojej twarzy, więc to taki minus nie minus :D

Jak widać krem ma zdecydowanie więcej plusów niż minusów. Z pewnością wrócę do niego w porze zimowo-wiosennej, gdy moja cera się uspokoi i znów będzie potrzebowała dawki energii :) 

Dla wszystkich posiadaczek cery szarej i zmęczonej polecam jednak już dziś :) To na prawdę godny uwagi krem :) Śmiało możecie stosować go nawet teraz - latem, bo produkty marki Mincer zawierają witaminę C TETRA, która jest stabilna i nie reaguje na słońce i wysokie temperatury. Tak że w przeciwieństwie do wielu kremów z witaminą C dostępnych na rynku, można ją stosować nawet w letnie, słoneczne dni :D 

Polecam z czystym sercem :)
Meet Beauty 2017 - Dary losu cz.1 kolorówka

Meet Beauty 2017 - Dary losu cz.1 kolorówka

Witajcie :) Ostatnio pokazałam relację z Meet Beauty - klik, a dziś chce zaprezentować Wam wszystko, co stamtąd przywiozłam :) Przejrzyjcie wszystko dobrze, bo część z tych rzeczy już niedługo będzie mogła trafić w Wasze ręce :) Żeby Was zupełnie nie zanudzić, post podzieliłam na dwie części - kolorówka i pielęgnacja. Dziś będzie o pierwszej z nich :) 



Meet Beauty 2017 - moja relacja

Meet Beauty 2017 - moja relacja


Witajcie. Kto obserwuje mnie na Instagramie ten wie, że weekend spędziłam w Nadarzynie, na konferencji Meet Beauty. Był to mój pierwszy raz i udało mi się na nią załapać w ostatniej chwili z listy rezerwowych, ale jestem niezwykle szczęśliwa, że mogłam tam być. Kto jest więc ciekawy mojej relacji, tego zapraszam do czytania :)

Dzięki temu wydarzeniu postanowiłam zakończyć blogowy marazm. Wracam z nową energią :) Ostatnio długo mnie tu nie było, myślałam już nawet o zaprzestaniu blogowania. Miałam kryzys. Ale zawsze w chwilach kryzysu dzieje się coś, co stawia mnie na nogi. Tak też było i tym razem. W zeszły poniedziałek dostałam na Facebooku wiadomość od organizatorów Meet Beauty, że zwolniły się miejsca i czy nie chce wziąć udziału w konferencji. Oczywiście nie zastanawiałam się nawet minuty i się zgodziłam. Na szczęście udało mi się załatwić wolne w pracy, za co niezmiernie jestem koleżankom wdzięczna, bo musiały pracować w osłabionym składzie. Ale tak długo marzyłam o tym, żeby się tam znaleźć i już za bardzo straciłam nadzieję, że uda mi się tam być, dlatego szczęście moje było nieopisane :)



Do Warszawy pojechałam już w piątek. W piątek odbywała się też uroczysta gala,  na której nie byłam, bo dotarłam do stolycy wieczorem i już nie miałam siły tam jechać. Za to w sobotę od rana zagościłam na Meet Beauty :) Ale oczywiście nie obyło się bez przygód :D


Bo jeszcze zanim na Meet Beauty dojechałam, to zgubiłam się w podziemiach Dworca Centralnego :D Najpierw kierowała mnie jedna Madzia, później druga Madzia i w końcu udało mi się znaleźć odpowiedni przystanek. Oczywiście spóźniłam się na autobus do Nadarzyna i musiałam czekać godzinę na kolejny. Ale nie ma tego złego, dzięki temu poznałam kilka przemiłych dziewczyn :)

Darmowe autobusy dla uczestników Meet Beauty jeździły praktycznie co godzinę, ale organizatorzy nie przewidzieli, że o godzinie 9 będzie tych osób najwięcej i że w jednym autobusie może być ciężko się zmieścić. Jechaliśmy więc ściśnięci jak sardynki. No ale udało się dojechać :) Na miejscu spotkałam się z  niespodzianką, bo nie było mojego identyfikatora. Dostałam plakietkę jako Gość, co nie było zbyt fajne, ale sama sobie donotowałam resztę - podobno mają dosłać ;)

Jak już ogarnęłam sprawy organizacyjne, spotkałam się z pięknymi perełkami Lubelszczyzny: mazgoo.pl niewyparzonapudernica.pl makijazowyswiatsylvii.blogspot.com i makelifeperfect.pl i to do nich przykleiłam się spędzając ten dzień :D
Zdjęcie zakradnięte od Madzi :) Brakuje tu niestety Milenki :( 

W sobotę rano uczestniczyłam w warsztatach Golden Rose, dotyczących przygotowania twarzy pod makijaż, prowadzonych przez śliczną i niezwykle utalentowaną Karolinę Ziętek. Okazała się być niezwykle sympatyczna i chętna podzielić się swoją wiedzą nawet nie koniecznie z zakresu tematu warsztatów. Koniecznie musiałam zrobić sobie z nią zdjęcie :) Będzie przepiękna pamiątka :)

Były to jedyne warsztaty na które zapisałam się tego dnia, bo tylko na tych mi zależało :) Później wzięłam udział w otwartym wykładzie Natalii z jestrudo.pl. Był to dla mnie jeden z ciekawszych wykładów w ciągu całego weekendu :) Jako laik w dziedzinie fotografii sporo się dowiedziałam i na pewno będę wcielać rady Natalii w życie :)



Jako, że Meet Beauty było połączone z targami Beauty Days, to dzień ten spędziłam również na oglądaniu stoisk. Mogłam obejrzeć kosmetyki wielu marek które już znam, ale również poznać takie, z którymi jeszcze styczności nie miałam. Takim sposobem odwiedziłyśmy stoisko BANDI, gdzie dostałyśmy do przetestowania kosmetyki.


Odwiedziłyśmy stoisko też WS Academy, gdzie mogłyśmy skomponować szampon dostosowany do potrzeb naszych włosów i doradzić się w kwestii fryzury czy koloryzacji. Ja dowiedziałam się, że powinnam zrobić sobie sombre albo refleksy :) Rozważę to :D Udało nam się również zrobić sobie fotkę z Panem Andrzejem Wierzbickim :) 


Sobotnie atrakcje zakończyłyśmy powrotem do Warszawy znów jak sardynki, bo ścisk był ogromy :D Spędziłam też troszkę czasu z dwiema ślicznotkami - Michaliną i Gosią  z którymi nie wiem czemu nie mam nawet zdjęcia :(

Niedziela również obfitowała w atrakcję :) Poranek zaczęłam od wykładu Tomasz Stopki - semurai.pl o pozycjonowaniu bloga, czyli o SEO. Była to dla mnie całkowita abstrakcja, choć wykład prowadzony był ciekawie i w sposób dość zrozumiały. Troszkę mi w głowie rozjaśniło, ale jako urodzona blondynka, dalej nic nie wiem :D

Następnie wzięłam udział w warsztatach marki Gosh, gdzie pani Ania Mucha przepięknie malowała modelkę, udzielając przy tym wskazówek i dzieląc się wiedzą. To był na prawdę miło spędzony warsztat :)


Ostatni wykład w którym wzięłam udział to: "Jak pisać, by nas chętniej czytano" Jasona Hunta i powiem szczerzę, że ten Pan absolutnie mnie nie kupił. Słuchałam go i zastanawiałam się jak można za przeproszeniem pieprzyć takie głupoty? Bo ja rozumiem, że każdy ma swoje zdanie i swój sposób na prowadzenie swojej strony, ale teksty typu, że jak ktoś w komentarzu napiszę mu coś, co jest nie po jego myśli, to od razu go banuje czy blokuje, powtarzane w ciągu wykładu wielokrotnie sprawiły, że siedziałam tam całkowicie zniesmaczona.

Gdzieś tam po drodze, w hali targów, spotkaliśmy również Katosu. Udało mi się zrobić z nią zdjęcie :) Jest ono koszmarnej jakości i wyszłam na nim mega okropnie, no ale jest :D


 Żeby nie przeciągać, pokażę Wam jeszcze tylko kilka zdjęć z fotobudki, która była niesamowitą atrakcją :D







Ze spotkania przywiozłam całe torby Darów Losu, które Wam dziś pokaże tylko z wierzchu, a w następnym poście zobaczycie wszystko z bliska :)



Na koniec chciałam przeprosić za jakość zdjęć. Wszystkie robione telefonem bo jakoś nie w głowie mi było brać aparat i nosić go całe dwa dni :)

Chciałabym też podziękować wszystkim tym, z którymi mogłam bardzo mile spędzić czas. Cieszę się, że mogłam poznać tyle wspaniałych osób i tyle nowych blogów. 

Jak oceniam Meet Beauty? Bardzo bardzo na plus. Organizatorzy odwalili na prawdę kawał dobrej roboty za co ich niezwykle podziwiam i tym bardziej cieszę się, że mogłam tam być. Choć było kilka drobnych niedociągnięć i detali, do których można się było przyczepić. Daleko od Warszawy, w autobusie ścisk nieziemski, a dodatkowo połączenie MB z targami Beauty Days sprawiło, że po całym dniu tego hałasu bolała mnie głowa. Nie było ciszy i spokoju nawet na warsztatach. Trzeba było dobrze nasłuchiwać, bo dźwięki dochodzące z hali targów zagłuszały wszystko. Ciężko było też kogoś złapać, bo każdy się rozproszył po targach. Jednak całokształt sprawił, że będę to wydarzenie wspominać niezwykle miło. Warsztaty i wykłady były na prawdę rewelacyjne, można było zająć sobie czas od początku do końca, a w przerwach pobiegać po stoiskach na targach, bo tam też atrakcji było wiele :) To był na prawdę rewelacyjnie spędzony weekend. Bardzo dziękuję, że mogłam tam być! :)

To było moje pierwsze Meet Beauty, ale mam nadzieję nie ostatnie! :D
Zlot Lubelskich Straszydełek - zapraszamy na spotkanie blogerek :)

Zlot Lubelskich Straszydełek - zapraszamy na spotkanie blogerek :)

Hej kochane :)

Któregoś pięknego dnia, narodził się pewien szalony pomysł :) Razem z Sylwią z bloga Makijażowy Świat Sylvii postanowiłyśmy spróbować swoich sił w organizacji blogerskiego spotkania. Jest to nasz absolutny debiut w tej kwestii, więc prosimy o wyrozumiałość :)


Postanowiłyśmy, że nasze spotkanie pozostanie w klimacie Halloween. Zaplanowane jest więc ono na 21 października. Na miejsce wybrałyśmy okolicę naszych rodzinnych stron, czyli piękne miasto – Lubartów :)

Ale żeby nie było to tylko takie zwykłe spotkanie plotkarskie przy kawce, postanowiłyśmy wynieść z niego maksimum korzyści. Chcemy pomóc zwierzakom, więc przy okazji naszej integracji, planujemy zorganizować zbiórkę pieniędzy lub karmy dla Radzyńskiego Stowarzyszenia na rzecz zwierząt PODAJ ŁAPĘ. Skoro można połączyć przyjemne z pożytecznym, to czemu by tego nie zrobić? :)

Aby zgłosić swój udział w spotkaniu:

1) Wyślij maila na adres zlotlubelskichstraszydelek@wp.pl
2) W treści umieść:
  • imię i nazwisko
  • skąd jesteś (i czy dojazd do Lubartowa nie będzie dla Ciebie problemem)
  • nazwę i adres bloga
  • namiary na Twoje IG, FP itp :)
  • napisz coś o sobie, czemu chcesz pojechać (może Cię ponieść fantazja) :)

3) Wrzuć baner do spotkania na Twojego bloga - z linkiem odsyłającym do posta o spotkaniu na blogu moim bądź Sylwii :)


Zgłoszenia przyjmujemy od dzisiaj (21.04.) do 20 lipca, więc masz jeszcze trochę czasu na zastanowienie i wysłanie zgłoszenia :)

Będzie nam również miło, jeśli udostępnisz informację o spotkaniu, jeśli nie Ty, może skorzysta Twoja koleżanka?

Mamy nadzieję, że zechcesz się z nami zintegrować i również pomóc zwierzakom :)

Czekamy na zgłoszenia!

Pozdrawiam! :)
Ulubieńcy miesiąca - marzec 2017

Ulubieńcy miesiąca - marzec 2017

Heej kochani :) Zaniedbuje Was mocno ostatnio. Wiem, ale czasu mi ciągle brakuje. A jak nie czasu to siły i chęci i motywacji. Jakoś tak się powoli wypalać zaczęłam chyba. Muszę się jakoś ogarnąć wreszcie. Ulubieńców lutego nie było, bo nie bardzo miałam Wam tam co pokazać. Dziś przychodzę więc z ulubieńcami marca :) Kto więc ciekawy, co sprawdziło się u mnie w poprzednim miesiącu, zapraszam do czytania :)



1. Deborah - Dress me Perfect

Po pierwsze - mój największy i niekwestionowany numer jeden spośród ulubieńców marca - podkład Deborah - Dress Me Perfect. Wygrany w konkursie u Basi Smoter Blog razem z innymi kosmetykami Deborah. Zakochałam się w nim bez pamięci. W sumie już zdążyłam zużyć ponad połowę opakowania i na pewno kupię kolejny. Lekko kryjący, idealnie dopasowujący się, niemal niewidoczny na twarzy. Wygląda rewelacyjnie. Chyba znalazłam swój ideał na co dzień :D Więcej o nim przeczytacie TUTAJ - KLIK


2. Deborah - Absolute Lasting Duo Liquid Lipstick



Kolejny produkt, wygrany u Basi Smoter. Pomadka cudo <3 I chowają się te wszystkie Golden Rosy i inne płynne, długotrwałe cuda. Ten cudaczek i podobny do niej również podwójny cud z Pupa Milano skradły moje serce zupełnie i absolutnie. Kto nie próbował, ten nie wie i nadal będzie kochał pomadki GR (choć flamaster zrobił na mnie wrażenie - ale tylko przy nawilżonych ustach). Ja przepadłam totalnie. Pomadka, która trzyma się na prawdę meeeega długo, nie zostawia odbitych śladów, czy na szklance, czy na policzku czy ustach ukochanego. I po co kupować te mega drogie cuda zza oceanu (Lip Sense), skoro na naszym rynku można dostać włoskie cudowności i to wcale nie aż tak gorsze? :D Ja jestem zachwycona i na pewno kupię soczystą czerwień i pokażę Wam efekt na żywo w moim pierwszym w życiu filmie :D A co tam :D W każdym razie polecam i recenzja będzie na pewno. Ja jestem zakochana :)

3. Lash Brow - Rzęsy w butelce 


Kolejny produkt, skradł moje serce na targach Beauty Forum i do tej pory nie oddał. Jedynym, kardynalnym błędem, jaki popełniłam, było kupienie rzęs bez tuszu z zestawu. Byłam przekonana, że mam tyle otwartych tuszy, że na pewno któryś się nada. I to był błąd, bo tusz z zestawu niestety jest niezastąpiony. Przy wszystkich innych rzęsy okropnie mi się obsypywały i chodziłam z podrażnionymi oczami. Ale efekt był zdecydowanie tego wart. Teraz chwilowo nie używam, czekam aż wykończę obecne tuszę i z pewnością kupuje ten zestawowy :) W efekcie na rzęsach z tym tuszem jestem absolutnie zakochana :) Jest to produkt o który bardzo często pytacie, więc na pewno obszerna recenzja pojawi się na blogu, jak tylko kupię tusz i go trochę potestuje :) 

4. Evree - Essential Oils



Olejek tak wielofunkcyjny, że nie można już wykrzesać z niego więcej. Idealny jako baza pod makijaż (i tak go najczęściej stosuje). Serio :D To może dziwne, ale olejek ten idealnie pod makijaż się sprawdza. Wchłania się szybko i niemal całkowicie, nie zostawiając tłustego filmu na twarzy. Uwielbiam to uczucie. Makijaż wygląda na nim świeżo aż do wieczora. I serio przedłuża jego trwałość. Dodatkowo super w większej ilości na noc. Fajnie nawilża skórę i rano czuję, że jest ona przyjemnie nawilżona i miła w dotyku. Dodatkowo nadaje się też do demakijażu i do masażu twarzy. Produkt - perełka. Idealny na wyjazdy przez swoją wielofunkcyjność. Polubiłam go niezmiernie - ja, która nigdy nie lubiła olejków :D Recenzja pojawi się na pewno :D 

5. Evree - Super Slim Peeling Cukrowo Solny



Ja przepadłam od pierwszego użycia :) Najpierw spróbowałam na dłoniach i efekt jaki ten peeling pokazał zachwycił mnie do tego stopnia, że od razu wypróbowałam go na ciało. I przepadłam bezpowrotnie :) Idealnie wygładza, drobinki (trochę grubszych, trochę mniejszych - pierwszy raz spotkałam się z peelingiem solno-cukrowym ) nie są zbyt ostre, ale rewelacyjnie peelingują i zostawiają skórę na prawdę gładką. A dzięki olejkom zawartym w składzie, moja skóra nie potrzebowała już więcej absolutnie żadnego nawilżenia. Ja pokochałam :) Spróbujcie, a pokochacie i Wy :) 

6. NYX - High Definition HD Photogenic Concealer Wand



Kolejny produkt, który zakupiłam na targach Beauty Forum. Spodobał mi się od pierwszego nałożenia najpierw na dłoń, potem pod oczy. Na prawdę świetnie się prezentuje i dobrze się trzyma. Produkt, który bardzo polubiłam i na pewno też doczeka się osobnej recenzji :) 


7. Green Pharmacy - Delikatny żel do mycia twarzy do skóry suchej i wrażliwej z aloesem


Choć nie mam skóry wrażliwej, to jest ona jednak po zimie dość mocno sucha. A z racji, że tłustość na twarzy zaczęłam atakować bardziej nawilżeniem niż matowieniem, postawiłam na wersję żelu z aloesem. I nie żałuję. Pięknie pachnie, świetnie oczyszcza, delikatnie się pieni, skład ma nie najgorszy, a jego cena jest bajecznie niska. Dodatkowo jest na prawdę bardzo wydajny, bo używam go już ponad miesiąc, a jest go jeszcze ok. połowy :) Uwielbiam uczucie czystości, jakie zostawia na skórze. Bardzo bardzo polecam, zwłaszcza że jest na prawdę bardzo taniutki :)

Jak więc widzicie, marzec był miesiącem bogatym w ulubieńców :) Sporo się wtedy u mnie działo, sporo produktów pokochałam od pierwszego użycia i co do kwietnia mogę zdradzić, że będzie bardziej bogaty w Mincera, bo już powoli zaczynam zakochiwać się w kilku produktach :)

Tymczasem zamierzam się bardziej wziąć do roboty :) Gdzieś u kogoś podpatrzyłam tygodniowe plany celów do realizacji i myślę, że ten pomysł sprawdził by się u mnie idealnie :) Chyba muszę go więc wykorzystać, wtedy na pewno będę działać efektywniej :)

Trzymajcie kciuki i piszcie koniecznie 
czy używaliście, któregoś z moich 
marcowych ulubieńców? :D 
Copyright © 2014 Makijaż na każdą kieszeń , Blogger